
Urodziłam się we Wrocławiu. Albo przyjechałam do niego, z rodziną, do szkoły lub na studia. Mam sześćdziesiąt, siedemdziesiąt, osiemdziesiąt lat – z plusem. Kim mogłabym być? Twoją babcią, matką, siostrą – a może sąsiadką lub starszą koleżanką z pracy?
Dotknij mojej herstorii.
W prowadzonym przez Fundację HerStory projekcie “Dotknij mojego głosu” powstało 8 podcastów – rozmów z kobietami po sześćdziesiątce o tym, co w życiu było dla nich najważniejsze, o tym, czy były słuchane i o tym, jaką rolę słuchanie pełni w ich życiu.
Rozmówczynie także zabierają osoby słuchające ich głosów na wycieczkę do wybranego obszaru swojego życia.
– Każda opowieść jest inna, bo każda uczestniczka jest inna, ma inny głos i cel mówienia – mówi Teo Łagowska, realizująca podcasty. – Słuchając nagrań, poznajemy ich dzielne matki, codzienne bohaterki, żyjące z pamięcią dramatycznych wojennych doświadczeń. Dotykamy też codzienności, bo możemy razem z nimi programować na pierwszych w Polsce komputerach, prowadzić wrocławski klub artystyczny, pracować na zmiany, operując chore noworodki.
W podcastach są też opowieści o tańcach na imprezie w internacie, chodzeniu na randki, odtwarzaniu – lub nie – rodzinnych wzorców. A także o buncie, w domu, w szkole, na ulicy – i w ruchu solidarnościowym. Nagrania poprzedziły trzy warsztaty, pozwalające powoli wgłębiać się w herstorie uczestniczek i w to, co chciałyby przekazać.
Tematem przewodnim projektu i podcastów jest słyszalność kobiecego głosu. Rozmowa z każdą uczestniczką realizuje ten temat trochę inaczej. Kilka rozmówczyń uznało, że warto w ten sposób upamiętnić historię swojej rodziny, w ich opowieściach pojawiają się wspaniale opisane postacie matek, babek i prababek. One także mają swój głos. Ewa, której rodzina przybyła z okolic Lwowa, opowiada o milczeniu swojej mamy o doświadczeniach sprzed przyjazdu do Wrocławia i dostosowaniu przez nią jej głosu do nowej rzeczywistości.
– Pracując w zarządzie lasów, mama miała koleżanki i żadna z nich nie była ze Wschodu. Kiedy mama zaczęła mówić, to się śmiały, no i mama nie wytrzymała w końcu i zapytała “dlaczego wy się śmiejecie jak ja wam coś opowiadam?”. “A bo ty, Stenia, co któreś słowo to mówisz ta joj”. Mama zaczęła się bardzo kontrolować i bardzo szybko ten przerywnik zlikwidowała i mówiła naprawdę bardzo ładną polszczyzną, bez żadnych wschodnich naleciałości.
Ciekawą herstorię matki, będącej filarem domu, opowiada Irena, zaczynając od wrastania jej mamy w wieś na Dolnym Śląsku. Barwnie przy tej okazji odmalowując obyczajowość miejscowości, podzielonej towarzysko i społecznie według tego, skąd kto przybył.
Opowieść Ireny wiedzie potem przez jej własne doświadczenia dziewczyny urodzonej i wychowanej na tej wsi, dziewczyny, która następnie uczyła się w szkole we Wrocławiu. Spotkała się z traktowaniem z góry przez koleżanki, ale też, jak zauważa dziś, życzyłaby sobie samej więcej śmiałości. Różnicę w swoim zachowaniu i zachowaniu koleżanek opisuje między innymi, wracając do czasów szkolnych, gdy zimową porą sprawdzano uczennicom, czy do modnej mini-spódniczki noszą ciepłą bieliznę.
– Wtedy padały jakieś tam ostre słowa z ust niektórych koleżanek, które były lepiej do życia przygotowane. Były asertywne, potrafiły powiedzieć, że to jest nie fair. Ja czułam że ja jestem taka przygaszona myszka, tak cichutko, spokojnie, nie wyrywać się z niczym. No chyba to wyniosłam z domu. Właśnie raczej nie mogłam zbyt śmiało wyrazić swojego zdania. Jak mama powiedziała że to tak ma być – to tak miało być – i koniec.
Druga Irena, która uważa, że to właśnie jej matka wychowała ją na feministkę, zdecydowanie mówi, że mimo to ważne jest znalezienie własnych wartości i głosu.. Zwraca też uwagę na charakterystyczną dla pokolenia jej matki postawę.
– Mama miała jakąś taką, muszę powiedzieć, obsesję na temat tego, że kobiety, dziewczyny to muszą być takie cnotliwe, że to jest najważniejsze żeby tam nie nie z chłopakami się nie zadawać. Właśnie dlatego też mówię, że ważne jest, żeby żyć własnym życiem a nie życiem przodków – bo to niewiele pomaga taki przekaz.
Bardzo ciekawy, i także niejednoznaczny, przekaz od umierającej matki otrzymała, jako nastolatka, Alicja. Mama zdecydowanie nakazywała oszczędzać ją jako dziewczynkę przy pracach domowych, tłumacząc jej starszym braciom, że w przyszłości, jako dorosła kobieta “jeszcze się w życiu nacierpi”. Jednocześnie porady dla córki miała całkiem inne.
– Jak mama zachorowała, to leżała. Pamiętam takie momenty, że siedziałam pod piecem kaflowym, mama leżała w łóżku i mnie uczyła życia. Tłumaczyła mi, jak należy postępować. Uczyła mnie pokory – ale nie nauczyła. Zawsze mi powtarzała pokorne cielę dwie matki ssie. Ale ja, chyba przez to, że byłam się z nią hołubiona, to przez to chyba się tej pory nie nauczyłam. Bardzo krótki okres w życiu miałam, gdy byłam jakaś taka bardziej pokorna, a tak zawsze starałam się walczyć o swoje – i do dzisiaj mi tej pokory brakuje. Może gdybym była bardziej pokorna, to może mi by gorzej byłoby w życiu. Raczej nie żałuję.
Opowieść rodzinną przedstawia także Krystyna, wciąż czynna zawodowo pielęgniarka. Temat głosu delikatnie przewija się w niej, od cichych dni ojca, poprzez refleksje nad tym, jak z pokolenia na pokolenie zmienia się sposób, w jaki komunikują się bliskie sobie osoby, czy warto uczyć się mówić “kocham Cię” i jaką wartość dla znajomych i przyjaciół wnoszą osoby, które potrafią słuchać. Sama Krystyna mówi o sobie, że woli słuchać, przykuwa uwagę jej opowieść o zrozumieniu bez słów, w czasie, gdy pracowała na chirurgii dziecięcej, biorąc udział w operacjach noworodków.
– Moja mamusia któregoś dnia pyta mnie “a co się stało w pracy?”. No bo ja, jak przychodziłam, nie dzieliłam się, że tam coś się stało. A ciężko wtedy było i odeszło dziecko. “Skąd ty mamo wiesz?” “Ja cię obserwuję, jak coś się dzieje, to ty bierzesz wiadro, szczotkę i idziesz myć korytarz”. Przychodziłam do domu, szłam do łazienki, brałam wiadro i myłam klatkę schodową Od strychu do piwnicy – nieświadomie zupełnie
W podcastach rozmawiamy także o mówieniu w przestrzeni publicznej i w pracy, poruszając cięższe i lżejsze tematy. Młodsze osoby mogą znaleźć w tych rozmowach wiele ciekawostek o zwyczajach z epoki braku telefonów komórkowych i internetu. Jolanta, która prowadziła znaną na kulturalnej mapie Wrocławia miejsce, czyli “Klub Pod Papugami” wspomina tablicę ogłoszeń z powodzeniem zastępującą komunikatory.
– Otóż każdy, kto tam przychodził, a nie zastał swoich znajomych, albo gdzieś gdzieś ich poszukiwał, zostawiał w karteczkę “cześć, Rysiu czy Adasiu, czy Moniko, byłem i Was nie zastałem” i na przykład jeżeli pojawi się ta osoba tutaj za 2 godziny czy za 3 to on czeka tu i tu.
Z kolei Ewa podpowiada niezawodną i sprawdzoną przez siebie zasadę, umożliwiającą miłe przebywanie w grupach towarzyskich (lub np. sanatoryjnych) z osobami nieznajomymi: nie rozmawiamy o polityce, pieniądzach i wierze. Zasada jak do tej pory sprawdza się doskonale, a notes Ewy, w którym spisuje swoje niezliczone relacje, kontakty i znajomości (uporządkowanie według grup i tematów), pęka w szwach.
Trzy z rozmówczyń zaangażowane były – i wciąż są – w działalność publiczną. W ich opowieściach wracamy do tego, jakimi były dziewczynkami i śledzimy ich pasjonujące ścieżki. U Ireny, współzałożycielki Partii Kobiet i grupy organizującej Kongresy Kobiet, potrzeba aktywizmu pojawiła się po rozwodzie. Dziś zwraca uwagę na większe zaangażowanie młodych kobiet.
– Na pierwsze kongresy kobiet przyjeżdżały kobiety głównie powyżej pięćdziesiątki. Dlatego że one już poczuły na własnej skórze że ich głos był niesłyszalny w życiu. One cały czas musiały się do kogoś dostosowywać i już to rozumiały, często były albo po rozwodach, albo miały jakieś jakieś problemy z pieniędzmi.
Druga Ewa, aktywistka broniąca praw człowieka, zwraca uwagę na to, że poczucie ważności poruszanego tematu bardzo wpływa na podejście do własnego głosu. Opowiada też, jak wygląda z jej perspektywy mówienie na demonstracjach i innych zgromadzeniach.
– Generalnie jest mi bardzo trudno mówić o sobie, natomiast łatwo jest w momencie w którym mam mówić o sprawie. Tyle razy mówiłam do garstki ludzi, do dużej ilości i do tłumów. W ogóle się nie przygotowywałam. W bardzo wielu sprawach słuchałam, tego, co było mówione. Nie chciałam się powtarzać. A po drugie po prostu mam głębokie przekonanie, że jeżeli mówisz to, co czujesz w tym momencie, to jest zawsze interakcja. Tego się nauczyłam, wytwarza się jakaś relacja.
Już po nagraniu podcastu okazało się, że głos Ewy został mocno wyeksponowany, została uhonorowana wyróżnieniem “Wrocławianka Roku” za działalność równościową.
Bardzo zaangażowana w życie publiczne Wrocławia jest także druga Krystyna. Jako blogerka i autorka felietonów w gazecie, regularnie pokazuje seniorom ciekawe inicjatywy, miejsca i tematy. Nie obawia się też pokazywać problemów i upominać się u władz o potrzeby seniorskiego środowiska. Przeprowadza też wywiady ze znanymi osobami, szczególnie interesując się pisarzami i pisarkami. Jej rady dla osób piszących czy prowadzących rozmowę mogą być najtrafniejszym podsumowaniem tego artykułu i projektu.
– Osoba pisząca na blog czy do gazety powinna się kierować sercem, wtedy wypada najbardziej naturalnie. Przez to, że zostałam blogerką, nie mam już takiej bariery czy obawy, że ktoś mi odmówi. Na różnych wydarzeniach podchodzę i mówię, że prowadzę blog dla seniorów, czy mogę zrobić zdjęcie, czy mogę o coś zapytać. Nie należy się tak jak gdyby samoograniczać.
Może rozmawiasz ze starszymi kobietami w swoim otoczeniu – a może nie. Może nie zdążyłaś/eś. Może nie starcza ci czasu. A może chcesz zacząć. Na pewno możesz posłuchać tutaj, wszystkie podcasty są dostępne na jednej playliście na YouTube. Chętnie przywita cię także Klub Pod Kolumnami przy placu Świętego Macieja, gdzie zainstalowane jest stacjonarne, wygodne stoisko odsłuchowe.
Możesz także podrzucić te podcasty osobie, która też chciałaby posłuchać!